Witajcie, zapewne myśleliście, że o was zapomniałem ? Nie jest to prawdą, ale nie miałem jak dodać tej recenzji w sobotę, ponieważ nie byłem obecny w domu. Więc robię to dzisiaj i mam nadzieje, że zostanie mi to wybaczone.
Kilka słów wstępów, przeprosin, a dzisiaj mam do pokazania dosyć nietypową grę, która ma już za sobą dosyć sporą historię. Zaczynając od DSJ 2.1, później DSJ 3, mamy wreszcie DSJ 4. Gra nie jest taka wielka, może być nawet uznawana za mini grę, ale frajda jaką można czerpać z tej gry, jest nie do opisania. Czy twórca Jussi Koskela, podołał zadaniu i stworzył godną kontynuację. Zapraszam do przeczytania recenzji z gry Deluxe Ski Jump 4. Oczywiście nie ma tutaj fabuły, więc ten punkt zostanie pominięty.
Mechanika gry najnowszej odsłony skoków, nie jest w cale taka prosta jakby się mogło wydawać. Mamy tutaj praktycznie wszystko co dzieje się w prawdziwych skokach : realistycznie wiejący wiatr, postawa skoczków, noty za styl itd. to dodaję tej grze jedynie dobrego smaku i zachęty do sięgnięcia po nią. Brakuje tutaj tylko jedynie głupich sędziowskich zagrywek z wiatrem, które występują w rzeczywistości. Możemy nawet podnosić belkę w górę czy w dół, niestety jak na razie ten zabieg działa tylko w czasie treningu, gdzie już na przykład z pięćdziesiątej belki nie mamy żadnych szans na wylądowanie.
Dość agresywna postawa, wpływa na odległość
Właśnie, dość agresywna postawa naszego zawodnika wpływa na odległość, podobnie jest w rzeczywistości. Jeżeli lecimy czysto, wyłożeni pięknie na nartach, to odległość będzie nawet dobra, ale tutaj też olbrzymią rolę odgrywa wybicie z progu. Głównym przyrządem, który nam będzie służył podczas gry, jest myszka naszego komputera. Dzięki niej będziemy mogli bić rekordy graczy na całym świecie. Jakby tego było mało, podczas lotu musimy już balansować myszką, aby nasz skoczek nie uległ wypadkowi, czy też aby nie skoczył za krótko, a to jest już nie lada zadanie, ponieważ system gry lubi zaskakiwać i kiedy by wydawało się, że jesteśmy już na ziemi, wylądowaliśmy. Nagle nasz skoczek przewraca się i oczywiście skok jest słabszy, niż jakby wylądował.
Poczuj się jak Małysz : )
Kolejnym elementem mechaniki jest prędkość na progu, ale tutaj raczej wszystko wykonuje system, jednak jeżeli mamy mocniejszy wiatr, to można zaobserwować pewne ruchy rąk u naszego skoczka. Jeżeli mamy większą prędkość na progu, powinniśmy skoczyć troszeczkę lepiej. Trzeba poświęcić trochę czasu, nowemu produktowi, aby zrozumieć o co w tym chodzi.
Dźwięku praktycznie tutaj nie mamy żadnego, liczą się tylko odgłosy otoczenia czy też sygnalizator informujący nas o tym, że możemy skakać. Otoczenie natomiast, jest całkiem dobre jak tego typu "małą" grę. Skocznie są wykonany w interesujący sposób, widać że zostało zmienione wiele rzeczy z poprzedniczki, które szczerze mówiąc przeszkadzały. Między innymi sztywność zawodnika czy "kwadratowi" ludzie. Tutaj oczywiście nie mam ludzi w 3D, ale całkiem lepiej to wygląda i się prezentuje, więc otoczenie na duży plus. Nie mamy tutaj jednak co na razie oceniać, mamy tylko osiem skoczni, autor jednak informuje że będą pojawiać się z czasem nowe, więc nie wypada robić nic innego tylko czekać. Zdecydowanie gra dla fanów skoków narciarskich, innych może ta gra znudzić po paru skokach.
Dziś bez podsumowania, uważam że po prostu nie ma co wydawać plusy i minusy tej grze, gdyż praktycznie minusów tutaj nie widzę, w przypadku trójeczki było to widoczne i to mocno, tutaj wszystko zostało zatuszowane. Za tydzień zajmę się już normalną recenzją "dużej" gry, ale nie obiecuję że post będzie w sobotę, tak na zapas informuję. Dziękuję za zrozumienie i Pozdrawiam !
Zapewne wielu z was, czytało gdzieś w jakiś źródłach historycznych o życiu w latach 40', dwudziestego wieku. Nie było wcale tak sielankowo, poziom przestępczości był zdumiewający, a to głównie w takich miastach jak Nowy Jork, czy Los Angeles, potocznie zwane miastem aniołów. Kiedy dowiedziałem się, że ma wyjść gra w tych klimatach, przebierałem nogami jak niemowlak, cieszący się z nowej zabawki. Czy studiu Team Bondi, udało się wywiązać z zadania i przelać klimat znany z papierów, na ekran naszych monitorów ? Zapraszam do przeczytania recenzji z gry L.A. Noire.
Fabuła rozgrywa się jednak w tym drugim mieście Los Angeles, właściwie trudno tutaj mówić o głębszej fabule. Podczas rozgrywki sterujemy Cole'em Phelps'em, weteranem II wojny światowej, po której ukończeniu wstąpił w szeregi policji, zaczynając oczywiście od takiego żółtodzioba na tak zwanym "krawężniku". Kiedy jednak jego przełożony przydziela mu przesłuchanie, podejrzanego, w sprawie morderstwa. Cole wykazuje się znakomitym instynktem i kładzie podejrzanego na łopatki. Tym samym awansuje on w hierarchii policyjnej, gdzie prowadzi ciekawsze śledztwa, co raz trudniejsze.
Zaczynamy od mundurowego :D
Głównym celem fabuły jest chyba poznanie głównego bohatera, ponieważ przerywniki z jego udziałem podczas wojny o czymś chcą nam powiedzieć, czego na pewno dowiemy się pod koniec naszej przygody. Oczywiście podczas naszej przygody w Los Angeles, natkniemy się na wiele dodatkowych nawet nie powiem, że śledztw, tylko pościgów, za bandytami, którzy popełnili większy czyn karalny niż przekroczenie prędkości, jednak to większego powiązania z fabułą nie ma, to jest taki jakby dodatek dla rozluźnienia atmosfery między śledztwami. Jak wyglądają lokacje ? Można powiedzieć, że przypominają te uliczki, które w tamtych czasach za dnia tętniły życiem, a nocą tętniły zbrodnią. Gra jest liniowa, to znaczy, że nie mamy dodatkowych wątków do fabuły, oprócz parę dodatkowych śledztw, które nie pojawiły się od razu w wersjach konsolowych.
Sceny są naprawdę mocne.
Przygoda zawarta w L.A. Noire na pewno nie jest odpowiednia dla młodszych graczy, chodzi mi tutaj o 12-latków, którzy zapewne nie dorośli jeszcze do takich rzeczy, aby zrozumieć sceny na ekranie. Myślę, że aby poznać fabułę L.A. Noire, trzeba mieć ukończone te 16-lat, chociaż gra ma na pudełku napisane "Tylko dla dorosłych". Zapomniałem wspomnieć, że śledztw nie prowadzimy sami, pomagają nam partnerzy, ale trudno to nazwać pomocą, skoro tylko tak jakby nam towarzyszą i pomagają nam podczas strzelanin, które są widowiskowe, ale to by było na tyle z części fabularnej L.A. Noire.
Mechanika Gry w L.A. Noire nie jest skomplikowana, ale ciężko mi ją opisać. Bowiem mamy tutaj elementy detektywistyczne, elementy strzelanin i elementy typowego sandbox'a. Takie jakby trzy w jednym, ale czy to aby na pewno było dobre rozwiązanie ? Dla wielu graczy, którzy lubią ciekawy klimat, to tytuł L.A. Noire jest dobrym wyjściem, jednak muszą być przygotowani na strasznie monotonne śledztwa, owszem różnią się one, jakby to nazwać...poziomem trudności, chociaż i tutaj nie jest wymagany aż tak wielki język angielski, który powinien być potrzebny, gdyż gra nie została wydana po polsku. Po prostu nawet jeżeli, nie uda nam się wyciągnąć wszystkiego z przesłuchiwanych osób to i tak zaliczymy śledztwo.
Mamy między innymi notes.
Wspomniany wyżej notes, służy nam jako informator, mamy tutaj: Listę podejrzanych, listę przesłuchiwanych, listę miejsc do których możemy się udać, listę poszlak, które zebraliśmy podczas danego śledztwa, a także dodatkową stronę z tzw. "punktami intuicji", po których użyciu możemy łatwiej rozgryźć przesłuchiwaną osobę. Rzecz przydatna i dodająca smaczku grze, niestety gorzej jest już z przesłuchaniami. Mimo że autorzy wprowadzili system realistycznego ruchu twarzy, to i tak często podejrzany może nas zmylić i tutaj przyda się znajomość języka angielskiego.
Poszukiwanie poszlak.
Poszukiwanie poszlak, to również po wielu śledztwach nudzący moment dla wielu graczy, praktycznie nie mamy z tego żadnej frajdy chyba że kogoś aż tak bardzo fascynuję przesuwanie myszki komputera i klikanie w jej klawisze, to wtedy znajdzie tutaj troszeczkę zabawy, ale tak to nie ma się z czego zachwycać, oczywiście też nie koniecznie musimy znaleźć wszystkie poszlaki, ale jeżeli mamy ich więcej, tym łatwiej nam znaleźć dowód na winę danej osoby, która popełniła daną zbrodnię, a czasami naprawdę skurczybyki są twarde, ciężko ich złamać jeżeli mamy im coś udowodnić.
Tak wyglądają przesłuchania.
Przesłuchania również po kilku śledztwach robią się nudne, jednak mi się podobały, ale w formie dźwiękowej, a dokładniej przez głosy aktorów podkładających głos, gdzie Cole Phelps, po prostu jest mistrzem świata, tak powinien brzmieć prawdziwy detektyw, ale to za mało aby nadrobić w innych ciekawych kwestiach. Czasami aby kogoś zmusić do gadania, musimy mu postawić zarzut, nie koniecznie prawdziwy, ale jeżeli nie znajdziemy na niego chociaż jednego dowodu, wyśmieje nas i przestanie mówić.
Pościgi.
Pościgi za podejrzanymi to chyba najciekawszy element gry, ale daleko mu do realizmu, jednak szukanie realizmu w grach jest głupotą, to tak jakby w matematyce szukać język polskiego...bez sensu. Pościgi mają dwie formy: transportową i chodzącą, tak je nazwałem bo tak właśnie wyglądają. Bardziej efektowniejsza jest ta "chodzącą" nasz dzielny detektyw musiał gdzieś czerpać lekcje parkour'u, ponieważ wspina się po ścianach, skaczę po dachach jak małpa. Może w tamtych czasach byli tacy policjanci, nie warto nad tym rozmyślać po prostu warto się bawić razem z Phelpsem.
Elementy sandoboxowe też się pojawiają, ponieważ mamy otwarty świat, ale strasznie liniowy, to jest taki jakby paradoks, ponieważ mamy coś otwartego, a jednocześnie zamkniętego. To chyba tyle z mechaniki, elementy strzelanin, są po prostu normalne, jak w każdej innej grze, nie ma większej sensacji.
Dźwięk i Otoczenie, ten podpunkt recenzji, wypada dosyć dobrze. Nie mamy tutaj przesadnie złej muzyki, nawet powiem, że jest ona dobra, niestety nie mogę znaleźć kto ją skomponował, ale zapewne nie był to tylko jeden kompozytor. Jest ona klimatyczna, wpada w ucho nawet dla takiego kogoś jak ja. Przeważnie w grze występuje muzyka typu: Jazz, ale ciężko mi jednoznacznie określić czy tylko ona, najbardziej spodobał mi się Main Theme L.A. Noire, czyli muzyka, która towarzyszy nam przy menu głównym.
Otoczenie, przypomina rzeczywiście te uliczki z Los Angeles, w tamtych latach, mamy tutaj elementy realizmu, ponieważ miasto wygląda przejrzyście i ciężko rozpoznać w zwykłym cywilu złoczyńce, nie ma za bardzo tutaj aż tak bardzo zróżnicowanego terenu, jednak to nie jest minusem. Kilka budowli może zaskoczyć, chociażby napis "Hollywood", który naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie. Podsumowując warto zagrać w L.A. Noire, chociażby dla klimatu, jeżeli szukacie tam mocnej akcji, to jej nie znajdziecie, grę polecam głównie fanom takich produkcji jak "Syberia". W tym tygodniu nie zdradzę wam, co będę oceniał za tydzień, czekajcie do soboty ;)
Zaczynając od życzeń chciałbym was przeprosić znowu za już drugą w historii tego bloga zmianę planów, ale jest to spowodowane moim nie ukończeniem gry, która miała dzisiaj poddać się recenzji, troszeczkę się przyznam nie chciało mi się jej skończyć. W związku z tym, że zbliżają się święta, przedstawię tutaj po pięć gier, na PC, PS3 w które warto zagrać podczas przerwy świątecznej, postaram się dobrać tylko takie, w które ja grałem, bądź też jestem pewny, że warto je polecić.
Zaczniemy od PC'ta, ponieważ jest on najbardziej popularny i wielu graczy, właśnie w święta poświęci jemu trochę więcej czasu. W co warto się zaopatrzyć na zimowe wieczory ?
Bez wątpienia, The Elder Scrolls V: Skyrim, to najlepszy RPG, który można dostać właśnie na PC'ta, chociaż gra została stworzona z myślą o posiadaczach konsoli, to PC'towcy nie mogą narzekać. Mamy tutaj rozległą krainę, bardzo dużo ciekawych questów zarówno głównych jak i pobocznych oraz wiele innych ciekawostek. Nie mogę więcej powiedzieć o tej grze, gdyż moje obcowanie z nią nie jest jeszcze zakończone, ale zdecydowanie gra jest dla graczy, którzy mają już doświadczenie z poprzednimi odsłonami serii.
Kolejną grą, w którą warto zagrać jest Call of Duty: Modern Warfare 3. Genialna fabuła, znakomita muzyka i cóż tu więcej dodać, po prostu trzeci raz to samo, z pewnymi ulepszeniami, kto przeczytał recenzję ten wie, że tytuł jest godny polecenia, chociażby dla kontynuacji fabuły. Zresztą multiplayer też nie odstrasza.
Battlefield 3, gorący kąsek, który został wydany na talerzu przed Call of Duty, mimo to jednak fabuła nie jest tak rewelacyjna jak to w wypadku Call of Duty, jednak Multiplayer po prostu niszczy głowę, mamy tutaj dosłownie wszystko, możemy: latać, biegać, skakać, jeździć, czołgać się, pływać. Możliwości jest wiele więcej, tak że polecam ten tytuł ze względu na Multiplayer. Mogę szczerze się przyznać, że nie grałem na PC, ale grałem na konsoli PS3, widać znaczne różnice, graficznie jest znacznie gorzej niż na PC'cie, ale w multiplayerze, jest tak samo znakomicie.
Batman Arkham City. W tym roku Rocksteady wydało kolejną odsłonę Batmana, jak się spisuje możecie przeczytać w recenzji, a dla fanów Człowieka Nietoperza, ta pozycja jest obowiązkowa. Optymalizacja z konsol, jest bardzo udana, gra prezentuje się lepiej niż na konsolę, ze względu na więcej efektów. Jest znacznie dłuższa, co też pisałem w recenzji, po prostu dobra pozycja na święta.
Ostatnią dobrą pozycją na święta, na komputery osobiste, jest Wiedźmin 2: Zabójcy Królów. Znakomita pozycja dla fanów Gerlata, z którym zdążyli się zapoznać w książkach czy też w czasie poprzedniczki, czyli Wiedźmina jedyneczki. Gra starczy na trochę czasu, więc warto nad nią pomyśleć, jeśli ktoś lubi taki gatunek, osobiście pograłem, pograłem i w przeciwieństwie do Wiedźmina jedyneczki, dwójka bardziej mnie wciągnęła, co sprawiło, że przyjrzałem się jej bliżej, stąd ją polecam.
Czas na konsole Sony Playstation 3, czy warto w ogóle poświęcić jej czas w święta ? To pytanie kierowane jest tylko do posiadaczy. Usiądźcie wygodnie i czytajcie.
Battlefield 3, pisałem już o wersji na PC. Dlaczego polecam ją na PS3 ? Ponieważ tryb multiplayer wciągnie was na długie godziny, aż Joystick będzie potrzebował doładowania. Fabuła jest naciągana, taka sama jak w wersji PC, jedynie różnice jakie widzimy pomiędzy wersją konsolową a pctową, to grafika, która na PS3 i tak wygląda świetnie. Osobiście posiadam ten tytuł i polecam go na zimowe wieczory. Kampania krótka, multiplayer nieskończony.
Chcieliście kiedykolwiek zobaczyć jak wygląda życie na dzikim zachodzie w wersji wirtualnej ? Teraz możecie. Red Dead Redemption to kwintesencja tylko na konsolach. Dużo tutaj zdradzać nie będę, jednak z początku możecie się zniechęcić gdyż naprawdę wykonuje nudne misje, jednak dalej jest już tylko lepiej, całość się rozkręca jak dobry western. Warto sięgnąć po ten tytuł, chociażby dla samego klimatu, fabuła wcale nie jest taka krótka. Miłośnikom multiplayerów szczerze odradzam, jeżeli stawiacie tylko na multiplayer nie sięgajcie po tą grę, głównym powodem jest to, że mamy zbyt mało trybów, które mogą wciągnąć.
Fifa 12, najlepsza wirtualna piłka nożna na rynku. Nareszcie doczekaliśmy się tego, że FIFA wyciąga maksimum z tego co może, mogę śmiało powiedzieć, że PES 12, może się schować gdyż FIFA w tym roku jest bezkonkurencyjna. Obowiązkowa pozycja dla "piłkarzy" oraz dla tych, którzy w zimowe wieczory wolą pokopać trochę przed telewizorem.
Heavy Rain, gra już nie jest aż taka nowa, ale swoją fabułą poraża wszystkie inne gry. Warto w nią zagrać chociażby dlatego, że opowiada ciekawą historią, bardzo tajemniczą. Potrafi wyciągnąć z gracza emocje, dosłownie możemy przeżyć to co przeżywa główny bohater. Gra tylko dla osób starszych, którzy mają trochę oleju w głowie, zapewne spodoba im się ten tytuł. Posiadacze Move, będą mieli też okazje trochę powywijać przed ekranem.
Nowy Need For Speed, całkowicie odchodzi od zwykłych wyścigów, mamy tutaj coś takiego jak Quick Time Event, a całość wypełnia dobra ścieżka dźwiękowa i dobra fabuła. Osobiście miałem styczność z pełną wersją, ale tylko w trybie dla jednego gracza, podobno słyszałem, że multiplayer również jest ciekawy. Cóż, ja polecam ją ze względu na dobrą zabawę.
Jest oczywiście wiele tytułów, które są warte polecenia, ale w nie nie grałem, więc to jest tak jakby polecanie w ciemno, oczywiście zapewne też taka edycja jak dzisiejsza znajdzie się na Wielkanoc. Jeszcze raz Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku. Następny post 31 Grudnia, czyli w Sylwestra.
W roku 2009, pojawiła się gra Batman Arkham Asylum, który przez wielu krytyków został przyjęty w bardzo dobry sposób. Zmieniło się nasze nastawienie do naszego bohatera z dzieciństwa. Wcześniej znaliśmy go tylko z gier z grafiką kreskówką, bądź też pod znaczkiem Lego. Przełom jaki nastąpił w 2009 roku, został zapisany jako jeden z najbardziej zaskakujących momentów w grach o tematyce z Mrocznym Rycerze. Kiedy zapowiedziano kontynuację, wiele osób nie mogło się jej doczekać. Mamy 2011 rok i otrzymuje jeszcze lepszą historię Bruce Wayne'a. Chcecie się przekonać czy Rocksteady podołało wyzwaniu jakie otrzymali ? Zapraszam do przeczytania recenzji z gry Batman: Arkham City.
Fabuła ukazana w nowej odsłonie Batmana jest jeszcze lepsza niż w poprzedniej części, pod cyklem "Arkham". Akcja rozgrywa się tutaj w tytułowym Arkahm City, które powstało z odłamu najgroźniejszych przestępców i zostało zamknięte w specjalnej strefie, miasta Gotham, a to wszystko za sprawą nowego burmistrza Sharp'a, który był naczelnikiem szpitalu, w którym mieliśmy okazje się znaleźć w poprzedniej części. Oczywiście dziwnym trafem, pojawia się tam Batman, jednak na samym początku nie mam tutaj już biegania w pelerynie pod osłoną noc. Owszem jest również noc, ale biegamy chwilowo Brucem Waynem, a dlaczego ? Sami się o tym przekonacie jeżeli zagracie. Skoro mowa tutaj o najgroźniejszych przestępcach, to pojawią się tutaj między innymi: Dwie Twarze, Joker, Pingwin i wiele innych znanych postaci z uniwersum Batmana. Nowością jest to, że nie zostaniemy sami na polu bitwy Arkham City, pomagać nam będzie urocza Catwoman, która pod względem szybkości, sprawia wrażenie jakby Batman był grubym klockiem, ale nie o tym teraz pisać będziemy. Oczywiście znajoma pana Batmana, nadal będzie korzystać ze swoich złodziejskich zapędów i będzie walczyć o swój łup, ale niekiedy przyjdzie jej dowieść, że jednak stoi bardziej po stronie dobra niż zła.
Dwie Twarze i Catwoman :D
Wszystko kręci się wokół się Hugo Strange'a, który ma zamiar wprowadzić nieznaną procedurę 10, do życia. Oczywiście zadaniem naszego dzielnego Nietoperza jest powstrzymanie go, ale najpierw chcę się dowiedzieć za wszelką cenę czym jest procedura 10. Genialne przerywniki filmowe, pomogą nam się oswajać z fabułą, ale raczej jest to zbędne, gdyż od pierwszych minut, nie będziemy mogli oderwać oczu sprzed ekranu, filmiki stanowią po prostu wisieńkę na torcie, który Rocksteady zrobiło wyjątkowo słodki.
Przerywniki filmowe wyglądają bardzo filmowo.
Dalsze zaskakujące zwroty akcji, są po prostu nieprzewidywalne. Zaobserwujemy między innymi, jak Batman wiążę sojusz, chwilowy, ale jednak sojusz z jednym ze swoich wrogów. Fabuła w nowym Batmanie, nie kończy się tylko na wątku głównym, gdyż jest on stosunkowo krótki, ale jednak dłuższy od poprzedniczki. Po przejściu wątku fabularnego głównego, mam jeszcze wątki poboczne, gdzie poznamy również wiele ciekawych postaci, a przede wszystkim, porozmawiamy trochę więcej z Riddlerem, który w Arkham Asylum, był obecny tylko pod postacią głosu, który dobiegał z mikrofonu szpitala, tutaj może nie spotkamy się z nim twarzą w twarz, ale zobaczymy jego posturę, tyle mogę zdradzić, a więc oprócz fabuły głównej, mamy też fabułę poboczną.
Mechnika Gry, w przypadku poprzedniej części, uległa niewielkiej modyfikacji. Cieszy bardzo ten sam system walki, który nadal wygląda pięknie i efektownie, dodając dynamiki do gry. Zaczniemy jednak od gadżetów. W Arkham Asylum, mieliśmy kila gadżetów, które były nam potrzebne do przedzierania się przez kolejne lokacje, tutaj otrzymuje jeszcze dodatkowo: Zakłóczacz broni, Impuls elektryczny i broń, której nazwy zapomniałem, ale dzięki niej może wytwarzać lód, więc tutaj macie wskazówkę, że będzie jakiś wątek z Freezem. Ogólnie bronie są przydatne, ponieważ niekiedy mając większą ilość przeciwników sama taktyka nie wystarcza. Impuls elektryczny pozwoli nam otwierać przejścia, które wymagają doładowania prądem, bądź też uruchomi jakieś dźwignie, otworzy drzwi. Często też przyda nam się lodowa broń, jeżeli na przykład chcemy się przemieszczać po wodzie, co w połączeniu idzie dobre zastosowanie Pazura. Ogólnie arsenał, jaki oferują w Arkham City jest bardziej bogatszy, ale wcale nie jest tak łatwo nawet z masą gadżetów.
Deszyfrator został znacznie ulepszony.
Jakby tego było mało, również Catwoman, ma jakieś narzędzia, które posłużą jej w walce, wprawdzie nie ma aż tak rozległego arsenału, jak Batman, ale ona sama w sobie jest arsenałem, walka się nie zmienia, ale dynamika w jej wypadku jest jeszcze większa, z czego na ekranie widzimy dosyć szybką akcję...jeszcze szybszą. W przybliżeniu Kobieta-Kot, ma do dyspozycji: Bicz, którym łapie się różnego rodzaju gargulców, bądź też innych rzeczy, również Biczem, może wpierdzielić komuś w walce. Kolce, które rzuca pod nogi, a przeciwnicy padają jak domino i coś tam jeszcze było, ale zapomniałem nazwy, więc musicie w to zagrać.
Skoczna Kobieta-Kot...a tam koleś z pałką.
Zajmijmy się teraz drugą rzeczą, która nieuległa zmianie. Jest to tryb detektywistyczny. Jako najlepszy detektyw na świecie, wyprzedzamy technologię FBI czy CIA. Nasz Człowiek-Nietoperz, posiada specjalny tryb detektywa, dzięki któremu nawet największe morderstwo nie ujdzie na sucho. W poprzedniej części mieliśmy na to zasadzie włączenia "oczobolącego" tła, które podświetlało przedmioty, bądź rzeczy mające wpływ na jakieś ślady, poszlaki. Tutaj niestety nic się nie zmieniło, nadal mamy "oczobolące" tło, chociaż widać, że twórcy poszli do przodu i kiedy jesteśmy w ciemniejszym pomieszczeniu, nie razi to tak bardzo w oczy. Nadal ten tryb służy nam do lokalizowania przeciwników, szukania poszlak, czy odkrywania zagadek ukrytych przez Riddlera, w recenzji Batman Arkham Asylum, poświęciłem temu więcej czasu, tutaj uważam, że zbędne jest pisanie tego samego. Więc przejdziemy do kolejnej rzeczy.
Wszystko fajnie ;)
Przechodząc do kolejnego elementu porozmawiamy o Riddlerze i jego zagadkach. Pamiętacie z poprzedniej recenzji o poprzedniej odsłonie Batmana, że mieliśmy to na zasadzie "pytajników", które były koloru zielonego i trzeba było je zbierać. Tutaj praktycznie mamy to samo, ale zostało to trochę, że tak powiem utrudnione. Bo skoro to ma być "trofeum człowieka zagadki", to musi być w tym jakaś zagadka. Owszem, niektóre leżą luźno porozrzucane na ulicach Arkham City, ale niektóre są poukrywane, gdzieś w najniżej pod ziemią i żeby się do nich dostać trzeba się nieźle natrudzić. Mamy też tutaj formę zagadek, w formie pytań otrzymywanych przez Riddlera, a zaraz po tym szukamy w pomieszczeniu rozwiązanie, tyle dobrze, że pytanie pojawia nam się kiedy jesteśmy blisko jakiegoś obiektu, który może być rozwiązaniem. Trzecim elementem od Riddlera, są wyzwania, które pozwalają nam uratować zakładników, ale o tym pisać nie będę, gdyż jest to zwarte w misjach pobocznych, dodam tylko, że nie jest wcale tak łatwo. Aby zdobyć niektóre "pytajniki" trzeba się nieźle namęczyć, a w dodatku pomyśleć. Również Catwoman, ma swoje "pytajniki".
Na przykład, w który pytajnik trafić aby otrzymać "Pytajnik" :0
Teraz krótko o wyzwaniach Riddler'a, które pełnią rolę "walki", "łowcy". Odpowiednio od rysunku na wyzwaniu, musimy rozpoznać czy chodzi o walkę wręcz czy o wyzwanie łowcy. Skoro jesteśmy już przy wyzwaniach, warto dodać, że jeżeli posiadamy DLC Pack'a, to możemy rozegrać wyzwania Robinem, Nightwingiem oraz Catwoman, z czego otrzymujemy jeszcze dodatkowe stroje dla: Batmana, Catwoman, Robina i Nightwinga. Szczerze mówiąc, troszeczkę może was rozczarować to, że jeżeli chcecie przejść 100% gry, to musicie rozegrać wyzwania każdą postacią gdyż grając jedną, w moim przypadku był to Robin, otrzymywałem "Pytajniki Zagadki" tylko na postać Robina, a na resztę postaci nie otrzymywałem nic. Swoją drogą to lepiej, lubię więcej rozwałki.
Muzyka w Batman Arkahm City, występuję, kompozytora nie mogłem znaleźć, ale wykonał on fantastyczną robotę, praktycznie piszę to w każdej recenzji, że muzyka stoi na wysokim poziomie, ale według mnie muzyka jest również ważną rzeczą w grach, szczególnie takiej wagi. Pamiętamy dobrze, że w Arkham Asylum, praktycznie muzyki nie było, tym razem Rocksteady i Warnerbros, nie popełniło tego samego błędu, dając nam do gry bardzo dobrą muzykę, która towarzyszy nam w ważnych zwrotach akcji.
Teraz mowa o otoczeniu, miasto zostało wykonane w bardzo szczegółowy sposób, graficznie nie można narzekać. Lokacje są przemyślane, mimo że jest to niby mały obszar, sprawia on wrażenie rozległego świata. Dobrym zabiegiem jest to, że można zwiedzać budynki, które znajdują się w Arkham City. Oprócz tego, mamy do znalezienia kilka ciekawych "znajdziek", które też tyczą się lokacji w grze. Ogólnie rzecz biorąc, mamy praktycznie wszystko czego dusza zapragnie. Nie ma jak tego opisywać co tam się znajduję, czasami jest problem z ładowaniem tekstur, ale to wszystko dlatego, że aby załadować od razu cały świat w grze, przycinało by nas co jakieś kilka minut, dlatego od czasu do czasu wpadniemy na jakiegoś "laga".
Jest bardzo dobrze :D
Na koniec o przeciwnikach, zaczniemy od tych mniej ważnych, czyli od zwykłych kryminalistów, pod usługami większych kryminalistów (Dwie Twarze, Joker, Pingwin), każdy ma swoich sługusów i oczywiście występują klony przeciwników, bo to normalne, ale każdy przeciwniki jest zróżnicowany, "twarzowce" mają maski na twarzach, charakteryzujące dwie twarze, chociaż nie wszyscy "jokerowcy" mają wymalowane pyski na klaunów, a "pingwiny" są mieszanką zwykłych bandytów. Mi to pasuje. Większe postacie, tak zwani przeciwnicy główni, z którymi nie zawsze jednak staniemy twarzą w twarz aby ich unicestwić, są wykonani w innowacyjny sposób. Pingwin na przykład ma wbitą szklaną butelkę w jedno oko, a z bajek bądź też komiksów, nie przypominam sobie takiego zabiegu. Również dobrze wykonane są inne postaci, Jokera już znamy, ale takie Dwie Twarze, wygląda jak trzeba, w dodatku plakaty z jego podobizną porozwieszane po Arkham City, genialne. Nie można zdradzać tak wszystkich postaci, jednak jedna postać całkowicie mnie zwaliła z nóg, jest to Clayface, kiedy został oficjalnie potwierdzony przez Rocksteady, że pojawi się w grze, liczyłem na to, że zostanie zachowany chociaż taki jak to widać było w komiksach, osobiście nie czytam komiksów, ale czasami wejdę na jakieś stronę i spoglądam na nowości w świecie DC czy też Marvela. Calyface nie jest oldschoolową postacią, jest bardziej tą nowożytną. Więc naprawdę byłem zaskoczony.
Clayface :0
Nie zastanawiajcie się, załatwiajcie tą grę. Zrobiłbym podsumowanie, ale jest one tutaj zbędne według mnie. Gra nie ma minusów, tylko plusy. Ocena 5/5. Za tydzień zajmiemy się również ciekawą grą, ale z pewnymi niedoskonałościami. A mianowicie jest to:
Konstantynopol, wyobrażaliście sobie jak wyglądał kiedyś, znacie go zapewne z obrazków i lekcji historii w szkole, ale czy tak naprawdę wiecie o nim wszystko ? Zapewne nie, fikcyjna powieść o Assassynach, tamtejszych czasów, z którymi współpracuję Ezio, jest chyba jedną z najlepszych powieści jakiej kiedykolwiek mogliście dostrzec. Zapraszam do zatopienia się w XVI w. i przemierzenia rozległej krainy Konstantynopola. Jednym słowem, jedziemy !
Fabuła w nowej części przygód niestrudzonego Assassyna, jest jedną z najlepszych w serii, owszem nie jest ona tak długa, jak to było w przypadku również genialnej dwójki, ale musimy tutaj patrzeć na rozmach sytuacji i na to, że udział we wspomnieniach bierze również Altair, główny bohater z jedynki. Właśnie dzięki fabule poznamy, co ciekawego pozostawił, że Ezio postanowił tego szukać. Głównie wątek fabularny rozwija się w Konstantynopolu, tam będziemy praktycznie przez całą rozrywkę, możliwe że czasem przeniesiemy się do Masajafu, gdzie akcja miała pierwsza część serii.
Ezio się postarzał, ale nadal ma w sobie to coś
Właśnie, Ezio już się powoli starzeje, a dokładniej w jego wieku współczesny człowiek, rzadko kiedy jest taki sprawny, aby skakać po dachach i uciekać kilometry przed goniącymi go strażnikami, ale skupiajmy się dalej na fabule. Otóż podczas naszej przygody, nie będziemy tylko sterować Eziem czy też Altairem, przyjdzie nam również kilka razy poprowadzić Desmond'a, który znalazł się w stanie między Animusem a rzeczywistym światem. Owszem nie są to jakieś specjalne misje, ale rozmowy z "szesnastką" i nie mówię tutaj o jakiejś dziewczynie, tylko o obiekcie 16, który był poprzednikiem Desmond'a, z tych rozmów poznamy też po krótce jego historię.
Ciekawie to wygląda....
Fabuła jest pełna ciekawych zwrotów akcji, często zaskakujących rozwiązań. Spotkamy tutaj również damską wersję Leonarda da Vinci, o której więcej szczegółów nie będę zdradzał, bo popsuje wam frajdę z gry. Wiadomym zabiegiem jest to, że jest to część która zakończy wątki z Ezio Auditore i Altairem, poznamy powiązanie między nimi, które zapewne nie będzie zaskoczeniem, bardziej zaskoczeniem będą sekwencje z Altairem i kilka nowych rozwiązań Ezio, świetnie jest na przykład wtedy gdzie przeszukuje katakumby w poszukiwaniu pewnego artefaktu, który jest potrzebny do rozwiązania zagadki. Wcześniej nie przypominam sobie aby coś takiego było w serii, chyba że w misjach pobocznych. Cóż, fabuła jest bardzo dobra, można powiedzieć że nawet filmowa, jeżeli chodzi o Cut Scenki, to są one właśnie wykonane w filmowy sposób. Chodzi mi tutaj o te bardziej znaczące Cut Scenki, bo reszta jest normalnie wykonana na silniku gry. Nie mniej jednak, pokazują nam one fabułę jeszcze lepiej i dodają klimatu, chociaż nie zawsze powinny występować, bo niekiedy po prostu są zbędne.
Mechanika Gry nie zmieniła się znacząco jeżeli chodzi o przednie część tej znakomitej serii. Mamy tutaj kilka nowych rozwiązań jakby chociaż zakrzywione ostrze, które będzie służyło jako hak, dla naszego niestrudzonego bohatera, który walczy o sprawiedliwość innych, jak również będziemy mogli skonstruować różnego rodzaju bomby. No właśnie bomby, to chyba one są tutaj największą nowością, występowały chyba już wcześniej, ale tutaj mamy je całkowicie rozbudowane, w sposób dobry, niektóre dodatki po prostu psują przyjemność z gry, a tutaj wręcz przeciwnie, dodają jej smaczku.
Ekran, który pokazuje konstruowanie bomby.
Nadal możemy korzystać z usług swoich Assassynów, co zostało wprowadzone dopiero w "Bractwie". Tutaj zostało nieco ulepszone według mnie, oczywiście na plus. Mamy dalej misje, na które wysyłamy swoich podopiecznych, ale nadal są to tylko kwestie...spójrz na mapę i zaznacz obszar. Ciekawą nowością jest również tryb Tower Deffense, pozwalający, a właściwie rozkazujący bronić nam naszej wieży w kryjówce. Musimy odpierać ataki Templariuszy ileś tam razy, aż w końcu nie będą już mieli jednostek. Ciekawym elementem jest to, że odgrywamy tutaj rolę dowódcy i ustawimy innych Assassynów na różnych pozycjach, mając przy tym pewne ograniczenia, aby ustawić ich więcej musimy zdobyć specjalne punkty, które są wymagane do ustawienia danego żołnierza na pozycji. Mamy do dyspozycji: kusznika i bombardera, o ile dobrze pamiętam, ale nie wiem czy dobrze nazwałem tego drugiego, wprawdzie mówiąc, nie miałem pomysłu na jego nazwę, a jego zadanie jest właśnie takie aby bombardować. Sami zaś natomiast możemy strzelać z naszego ukryte pistoletu, chociaż tyle możemy zrobić. Bo niektórym może się znudzić ciągłe rozstawianie ludzi na jakiś tam miejscach, dlatego też możemy jakiś tam udział wziąć w walce.
Ezio w roli dowódcy, wygląda nieźle
Kolejnym elementem są misje poboczne, które niestety nie zawsze są tak ciekawe jak misje główne, ale dla osobnika który chcę przejść grę w stu procentach, wymagane. Możemy wykonywać misję u cyganów, złodziei czy też poszukiwać ukrytych zagadek w podziemnych kryptach Konstantynopola, gdzie nie znajdziemy elementów logicznych, bardziej tutaj będziemy musieli pokazać swoje umiejętności zręcznościowe. Osobiście, nie poszukiwałem zbyt dużo zagadek, ponieważ czerpałem przyjemność z samego świata, wykreowanego w grze. Nie można narzekać, praktycznie na nic, dla mnie jest to nawet na rękę, że nie zmienili wielu elementów. Po co zmieniać coś co jest dobre ? To stwierdzenie działa już przy niejednej grze. Gdyby w mechanice dodali zbyt dużo nowych rozwiązań, gra by mogła być odrzucona przez wielu graczy.
Na haku hej :D
Teraz pora na ostatni element gry, a mianowicie na układankę i właściwie element logiczny jednocześnie. W świecie animusa, możemy przejść dodatkowe misję z Desmondem, które polegają na układaniu klocków. Nie wiem czemu miał służyć ten zabieg, ale niech im będzie, że jest to ciekawe. Mamy ułożyć klocki tak aby dojść do określonego celu, troszeczkę nudny ten tryb, ale można sobie na nim pograć aby przejść tą grę na sto procent, zapewne i tak wielu nerwowych ludzi odrzuci te dodatkowe dzienniki Desmonda, ponieważ nerwy im puszczą, a tutaj niestety trzeba cierpliwości i chwilę pomyślenia, gdzie postawić klocka aby dobrze przejść dany kawałek sekwencji, bo tak nazwijmy ten świat w którym wtedy się znajdujemy. Cóż tutaj więcej pisać, mechanika gry praktycznie się nie zmieniła, dodano kilka nowych elementów, na dłuższe godziny grania.
Muzyka w grze podobnie jak w poprzednich częściach jest fenomenalna, twórca Jesper Kyd, który zajął się tworzeniem muzyki spisał się fantastycznie, na każdym kroku możemy usłyszeć tą klimatyczną muzykę i bawić się jeszcze lepiej. Tutaj akurat, w tej grze muzyka też jest ważnym aspektem w całej koncepcji, ponieważ jeżeli by muzyka była słaba czy też za bardzo nowoczesna, gra traciłaby na klimacie, który tutaj jest fenomenalny. Każda część słynęła z dobrej muzyki, dobra muzyka to znak, że Ubisoft do swojego dzieła, przykłada twardą rękę i wspólnie pracuję nad czymś znakomitym. Jeżeli też mamy oceniać dźwięk z otoczenia, to tutaj nie mam zastrzeżeń, są dźwięki śpiewających cyganów, czy też żebrzących kobiet lub mężczyzn. Ogólnie oprawa audio, wyszła tutaj bardzo dobrze, poniżej jeden z utworów oficjalnego soundtracku Assassin's Creed Revelations.
Zajmijmy się teraz otoczeniem, a dokładniej lokacjami, które zostały wykonany ponownie w bardzo realistyczny sposób z zachowaniem najważniejszych szczegółów, wieża w Galacie, czy też posesja Sułtana, wygląda bardzo dobrze i przypomina nam budowle, które znamy ze zdjęć autentycznie zrobionych, zachowanych do dzisiejszych czasów, niektóre budowle chyba istnieją nawet do dziś. Można by było pisać w nieskończoność o świetnych lokacjach, ale po prostu lepiej samemu je zobaczyć będąc w grze i zwiedzając każdy zakątek Konstantynopola, a jest co zwiedzać i warto.
Teraz o przeciwnikach, którzy wyglądają całkiem inaczej niż w poprzednich seriach, ale to chyba normalne bo jesteśmy w innym położeniu niż to było dotychczas. Spotkamy tutaj między innymi zwykłych strażników, którzy wyglądają dosyć tradycyjnie i aż tak bardzo od włoskich strażników, nie odbiegają, natomiast Jancarzy, którzy są już taką bardziej jednostką specjalną, wymagającą więcej trudu i pracy, są całkiem czymś nowym, owszem spotkamy tutaj również ważniejsze osobistości, które będziemy śledzić, czy też staną się naszym celem, ale one są ubrane w tradycyjny sposób jak na tamte czasy, może czasami trochę na bogato, ale z zachowaniem stylu. Jednym słowem, Assassin's Creed Revelations, to genialna gra, z genialną muzyką i otoczeniem, bez obaw mogę powiedzieć, że będzie to jedna z lepszych gier, które zachowa mocną pozycję na rynku.
Za tydzień zajmiemy się tym razem wiem czym, a więc zajmiemy się: